<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Poradnia krawiecka Ligi Kobiet">
<author_1="J. J.">
<language="pl">
<style="press">
<year="1951">
<month="11">
<date="1951-11-11">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Poradnia krawiecka Ligi Kobiet. Jesteśmy w poradni krawieckiej Ligi Kobiet przy ulicy Bema w Warszawie. Jest to duża, jasna sala, pod oknem dwie maszyny. Mimo dość późnej godziny wieczornej, jest jeszcze kilkanaście kobiet. Wszystkie zajęte są robotą. Kroją, faitrygują, mierzą, szyją na maszynach. — Z tego będą spodenki dla chłopca — mówi Sierpińska — wycinając, według papierowego wykrou, spodenki ze swojej starej, zielonej spódnicy. Sierpińska ma na utrzymaniu matkę i dwoje dzieci, pracuje na budowie w Warszawie, a mieszka w Radości. W dnie, kiedy przychodzi do poradni, wraca do domu późnym wieczorem, jednak przychodzi pilnie i bardzo dużo już skorzystała. — Zrobiłam sukienkę dla córki z mojej starej sukienki, dla matki żakiet z palta i bluzkę — mówi z wyraźną dumą. — Szyję teraz dla siebie spódnicę. Właśnie trzeba ją trochę poprawić. — Tak, zaszewki są za długie — mówi instruktorka Maria Szymczak, podchodząc do lustra— trzeba skrócić o 3 centymetry i podnieść trochę tył. Sierpińska ma w domu maszynę, a do poradni przychodzi kroić, mierzyć i radzić się. — Tak się ucieszyłam, kiedy usłyszałam o poradni. Bo przecież nowe kupić trudno, a w domu jest sporo zniszczonych ubrań, których wyrzucić szkoda, a nosić już nie można. A teraz, to sobie z różnej starzyzny robię nowe. — O tak, poradnia jest dla nas naprawdę wielkim dobrodziejstwom — mówi babcia 5-letniego Andrzejka Wiśniewskiego.— Proszę zobaczyć, jakie mój wnuczek będzie miał ładne palto ze starej marynarki ojca. Miałam wziąć ją już na ścierkę do podłogi, ale poradziłam się pani instruktorki i wyszło zupełnie ładne palto.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
